Artykuły Kobieta Mężczyzna,  Artykuły medyczne

Najczęstsze problemy seksualne Polaków

Zaburzenia erekcji i ejakulacji, hipo- i hiperlibidemia, pochwica, dyspareunia, anorgazmia – za tą fachową terminologią medyczną kryją się prawdziwe niepokoje, lęki i porażki kobiet oraz mężczyzn dotkniętych zaburzeniami seksualnymi. Ich łączna ilość sięga niezależnie od płci ok. 30% światowej populacji. Co o postaciach, symptomach, etiologii i leczeniu męskich i żeńskich dysfunkcji seksualnych mówi nam nauka? Pytamy ekspertów i wyciągamy wnioski.

Czy ten Pan i Pani… mają problemy w łóżku?
Jak wynika z badania prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza Seksualność Polaków 2011 aż 56% polskiego społeczeństwa w wieku 15–49 lat zetknęło się z problemami w sypialni. W innym z badań ekspert stwierdza, że 43% kobiet i 46% mężczyzn spełnia kryteria diagnostyczne zaburzeń seksualnych. Mimo to tylko 18% respondentów przyznaje otwarcie, że ma problemy intymne, a 40% chętnie skorzystałoby ze specjalistycznej pomocy. Skala męskich i żeńskich zaburzeń zdrowia seksualnego jest więc pokaźna, a równie niepokojąca jest tendencja do przysłowiowego „zamiatania problemu pod dywan”. Okazuje się bowiem, że tylko 4,6% ankietowanych w badaniu prof. Izdebskiego korzysta z pomocy seksuologa, 2,2% psychiatry, a jedynie 1,9% mówi o niepowodzeniach w sferze intymnej swojemu interniście. Co więcej, kobiety i mężczyźni z zaburzeniami seksualnymi stronią od szczerych rozmów z partnerem czy partnerką. Warto uświadomić sobie natomiast, że dysfunkcje seksualne nie tylko zaburzają relację z drugim człowiekiem, ale także mogą być oznaką poważnej choroby, jak cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie tętnicze czy depresja. – W wielu zespołach chorobowych pierwsze symptomy pojawią się właśnie w sferze intymnej. Jest ona bowiem najbardziej wrażliwym, subtelnym i najszybciej reagującym obszarem naszego życia – podkreśla specjalista w dziedzinie seksuologii, dr n. med. Stanisław Dulko. Dlatego zaburzeń seksualnych – tak wśród pań, jak i panów – nie wolno bagatelizować.

Ona i on bez apetytu na seks
Zaburzenia zainteresowania i podniecenia seksualnego to najczęściej zgłaszany przez kobiety problem intymny. Hipolibidemia – bo tak określa się spadek libido – dotyka ok. 30–40% pań i 7% panów. Osoby cierpiące na tę przypadłość odczuwają brak lub spadek zainteresowania sferą seksualną (włącznie z masturbacją), nie reagują pozytywnie na starania partnera czy partnerki, nie wykazują też erotycznych fantazji, a stan taki utrzymuje się przez co najmniej 6 miesięcy. Gdzie szukać jego przyczyn? Po pierwsze – w zaburzeniach endokrynologicznych (zwłaszcza w spadku poziomu testosteronu i DHEA-s – siarczan dehydroepiandrosteronu, który u obu płci odpowiada za pożądanie), suchości pochwy u kobiet, chorobach przewlekłych, przyjmowanych lekach (antydepresantach, antyhistaminikach, środkach antykoncepcyjnych, lekach obniżających ciśnienie krwi, chemioterapii) oraz w stosowanych używkach. Po drugie – w uwarunkowaniach psychologicznych (stres, zmęczenie, poród i rodzicielstwo, nerwice, zaburzenia identyfikacji płci, depresja). Dla równowagi warto wspomnieć, że libido może nie tylko spadać, ale także chorobliwie wzrastać. Wówczas ujawnia się hiperlibidemia (u kobiet nimfomania, a u mężczyzn – satyriasis), czyli ciągła i wyniszczająca potrzeba seksu, przewyższająca inne ludzkie potrzeby.

Jego i jej brak reakcji genitalnej
U pań brak reakcji genitalnej przybiera postać suchości pochwy, z którą boryka się co czwarta Polka w wieku 30–60 lat (23%), a w okresie menopauzy co trzecia kobieta (30%). U mężczyzn dysfunkcja ta przybiera postać zaburzeń erekcji (niemożność osiągnięcia i/lub utrzymania wzwodu), która ujawnia się u 1,5 mln Polaków po 35 r.ż., z czego ponad połowa to panowie w wieku 40–60 lat. Kobiece przekwitanie i towarzyszący mu spadek produkcji żeńskich hormonów płciowych (głównie estrogenów) to najczęstsza przyczyna zaburzeń lubrykacji (nawilżenia) pochwy. Suchość pochwy może towarzyszyć też ciąży, laktacji, operacjom ginekologicznym, chemioterapii, stosowaniu antykoncepcji czy farmakoterapii cukrzycy, astmie lub endometriozie. Równie istotne są czynniki psychogenne, jak depresja, stres czy zaburzenia relacji w związku. – Problemy z zaburzeniami erekcji u mężczyzn także zaczynają się w mózgu – stwierdza lekarz. I dodaje: – Tam tkwi źródło decyzji o wejściu w relację intymną i pojawieniu się wzwodu. Impuls płynący z układu nerwowego uruchamia układ naczyniowy przez neuroprzekaźniki, co skutkuje napływem krwi do prącia, która nie tylko musi się tam dostać, ale także pozostać, gdyż na tym polega mechanizm erekcji. Niestety wielu mężczyzn podchodzi do seksu w sposób zadaniowy i traktuje go jak egzamin. Gdy zamiast odprężenia męskim mózgiem zaczyna rządzić stres, umysł podejmuje decyzję nie o relaksacji, ale o gotowości do walki lub ucieczki, przez co krew zamiast do członka zostaje przetransportowana do kończyn. Z pewnością za ten stan rzeczy w dużej mierze odpowiada tempo współczesnego życia i towarzyszący mu stres. Dzisiejszy mężczyzna chce być perfekcyjny w łóżku, tak samo jak jest idealny w pracy. Poza tym często sięga po używki, nie przestrzega zasad higieny snu i zdrowego odżywiania oraz rzadko uprawia sport. Z wiekiem zaczyna to skutkować upośledzeniem pracy układu naczyniowego, nerwowego i krążenia oraz rozwojem schorzeń, takich jak cukrzyca, miażdżyca czy nadciśnienie tętnicze. U starszych mężczyzn naturalnie spada też produkcja testosteronu i androgenów nadnerczowych regulujących erekcję. Wszystko to wraz z nerwicą, depresją, stanami lękowymi i nieprawidłowościami w relacji partnerskiej może prowadzić do rozwoju zaburzeń erekcji.

Męskie falstarty i żeńskie blokady
– Zaburzenia wzwodu są wiodącym problemem w sferze życia intymnego panów tuż po zaburzeniach wytrysku (ejakulacji). W tym drugim przypadku dochodzi wprawdzie do stosunku, ale czas jego trwania jest zbyt krótki – stwierdza seksuolog. Do 15 sekund od rozpoczęcia penetracji (postać ciężka), do 1 minuty (postać umiarkowana) bądź do 2 minut (postać lekka) – tak kształtuje się czas wewnątrzpochwowego opóźnienia wytrysku (IELT) dla poszczególnych postaci tej nieprawidłowości. Według prof. Lwa-Starowicza jest ona udziałem 37% mężczyzn, dotyczy wszystkich grup wiekowych i często współwystępuje z zaburzeniami erekcji. Zbyt wczesne szczytowanie w rzadszych przypadkach może wynikać z uwarunkowań biologicznych, jak zmiany anatomiczne członka, nadwrażliwość prącia, stany zapalne cewki moczowej i gruczołu krokowego, cukrzyca, zaburzenia pracy tarczycy czy nadwaga. Najczęściej źródło problemu tkwi w męskiej psychice, a szczególnie w lęku przed zbliżeniem na skutek negatywnych doświadczeń seksualnych, rygorystycznego wychowania czy niskiej samooceny, a także w obawie przed niezaspokojeniem i krytyką ze strony partnerki, swoją nieporadnością w łóżku bądź ciążą. Lęk odpowiada również za rozwój – niezbyt częstej, bo tyczącej się 2% kobiet, ale za to bardzo dotkliwej – pochwicy. Zaburzenie to polega na występowaniu mimowolnych skurczy mięśni okalających pochwę, co uniemożliwia penetrację. Natomiast stany lękowe stojące zwykle za rozwojem tej nieprawidłowości biorą swój początek w traumach seksualnych (gwałt, molestowanie, nieudana inicjacja), kompleksach, wychowaniu w duchu rygoryzmu seksualnego, obawach przed ciążą czy defloracją (przerwanie błony dziewiczej) lub też w zaburzeniach relacji partnerskich.

Współżycie – tak, orgazmu – brak
Anorgazmia to drugi po zaburzeniach libido problem seksualny kobiet (dotyczy ok. 17% z nich), który znacznie rzadziej dotyka mężczyzn (cierpi na nią ok. 4% panów). Niemożność osiągnięcia orgazmu przez kobietę pomimo prawidłowego libido i odczuwania pociągu seksualnego może być dysfunkcją pierwotną (orgazm nigdy nie wystąpił) lub wtórną (orgazmy „pojawiały się”, ale doszło do ich zaniku w nowym związku, po porodzie czy chorobie). Za tym zaburzeniem w wersji kobiecej mogą stać zmiany organiczne, np. zmiany zapalne w obrębie przydatków i sromu, osłabienie kurczliwości mięśni Kegla w wyniku porodu czy menopauzalny spadek poziomu testosteronu i estrogenu. Częściej jednak anorgazmia bywa wynikiem czynników psychologicznych (pruderyjne wychowanie, urazy seksualne z dzieciństwa, przewlekły stres, depresja, zdrada, gwałt, a coraz częściej wśród młodszych kobiet – urodzenie dziecka) oraz partnerskich (brak emocjonalnej więzi z partnerem, utrata zaufania, konflikty, słaba komunikacja potrzeb seksualnych). U panów działa to nieco inaczej. – U mężczyzn ważny jest liniowy typ reakcji seksualnej – pożądanie, podniecenie, czyli męska erekcja (wzwód), a następnie orgazm, który u osobników męskich jest równoznaczny z wytryskiem nasienia – wyjaśnia seksuolog. Męski orgazm jest więc zwieńczeniem wcześniejszej erekcji oraz następującej po niej ejakulacji. Zaburzenia orgazmu u panów są zatem wynikiem omawianych wcześniej nieprawidłowości w fazie wzwodu i/lub wytrysku. To im należy się przyjrzeć w pierwszej kolejności, by przywrócić mężczyźnie zdolność całkowitego spełnienia się w łóżku.

Bolesne zbliżenia damsko-męskie
Nierzadko, bo u 17% kobiet i 9% mężczyzn, przeszkodą w sypialni jest bolesność towarzysząca aktowi seksualnemu (przed, po lub w trakcie). Medycyna określa ten stan pojęciem dyspareunia. U pań dominuje ból podczas penetracji w obrębie sromu i przedniej części pochwy. U mężczyzn pojawiają się natomiast stany bólowe w trakcie orgazmu/ejakulacji zlokalizowane na szczycie żołędzi. Najczęściej tego typu problemy zgłaszają osoby starsze. U obu płci dyspareunię wywołują najczęściej zmiany o charakterze organicznym. W przypadku kobiet są nimi spadek poziomu lubrykacji pochwy, wrodzone wady anatomiczne narządów płciowych, blizny po porodach i zabiegach operacyjnych oraz stany zapalne wywołane zakażeniem grzybiczym czy bakteryjnym. Do tego dochodzą schorzenia typu endometrioza, mięśniaki macicy czy guzy jajników, które powodują bolesność w pozycjach zapewniających głęboką penetrację pochwy. Dodatkowo stany zapalne i wady anatomiczne żeńskich narządów płciowych oraz suchość pochwy mogą stać się przyczyną wtórnych dolegliwości bólowych u mężczyzn. Źródło męskiej dyspareunii może jednak wynikać też ze stanów patologicznych natury urologicznej (skrócenie wędzidełka i/lub stulejki, zapalenie ściany pęcherza moczowego, stany zapalne napletka czy żołędzi). Nie bez znaczenia dla rozwoju tego zaburzenia pozostają czynniki psychologiczne, jak wewnętrzne zahamowania, lęki, niska samoocena, uwarunkowania masturbacyjne oraz zaburzenia relacji partnerskich.

Na pomoc kobiecości i męskości
Przywoływane już analizy profesora Lwa-Starowicza wykazały, że w badanej populacji kobiet i mężczyzn z dysfunkcjami seksualnymi po­wszechnie spotykane są opory przed podjęciem leczenia. Ich przyczyny tkwią najczęściej w poczuciu wstydu, braku wiary w wyleczenie, postawach ambicjonalnych czy w psychicznych mechanizmach obronnych typu bagatelizowanie, wypieranie czy zaprzeczanie. Dlatego warto uzmysłowić sobie, że terapia zaburzeń seksualnych jest możliwa, skuteczna, a niejednokrotnie niezbędna. – Sfera życia intymnego nakręca całą koniunkturę naszego zdrowia, sukcesów zawodowych czy towarzyskich oraz ogólnego poczucia satysfakcji. Rzutuje ona na całe nasze życie psychofizyczne – przekonuje ekspert w dziedzinie seksuologii.

Zacznijmy od psychiki
Medycyna daje nam cały wachlarz możliwości terapeutycznych w przypadku dysfunkcji seksualnych, które dobiera się indywidualnie do specyfiki problemu i potrzeb pacjenta/pacjentki. Leczenie może odbywać się drogą psychoedukacji skupiającej się na powszechnych mitach i błędnych informacjach o seksie, wyjaśnianiu istoty zaburzenia, wyposażaniu w wiedzę na temat pożądanych rekcji w sypialni, planowania czasu intymnego i rozbudzania libido. Obok tego stosuje się treningi w zakresie komunikacji seksualnej oraz rozwiązywania konfliktów w związku. Integralnym elementem terapii dysfunkcji seksualnych jest też psychoterapia zmierzająca do wewnętrznego odblokowania pacjenta, pokonania trudności emocjonalnych i radzenia sobie z niepowodzeniami. Dobre efekty terapeutyczne przynoszą również metody behawioralne (np. stymulacja narządów płciowych pomocna w leczeniu zaburzeń pożądania czy erekcji, metoda „start-stop” stosowana u pacjentów z przedwczesnym wytryskiem) – najlepiej w połączeniu z farmakoterapią.

Wsparcie dla ciała
U kobiet skuteczna okazuje się np. odpowiednio dobrana terapia hormonalna. Mężczyznom z zaburzeniami wytrysku zaleca się przyjmowanie leków z grupy selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny. Antydepresanty pomagają wydłużyć IELT dzięki regulacji pracy współczulnego układu nerwowego i ośrodków ruchowych odpowiadających za ejakulację. Z kolei męskie zaburzenia wzwodu z powodzeniem leczy się preparatami hamującymi aktywność enzymu fosfodiesterazy-5, rozkładającego substancję, która warunkuje powstanie i utrzymanie erekcji. – Do leków takich zaliczał się początkowo sildenafil, potem tadalafil i wardenafil, a dziś nowoczesne preparaty, jak lodenafil, udenafil czy dostępny w Polsce awanafil. Zasada działania tych leków jest taka sama, inny jest tylko czas reakcji organizmu na ich podanie, a im bardziej nowoczesny lek, tym szybsze jego wchłanianie. W przypadku awanafilu mówimy o 15 minutach od podania leku, po których pacjent może odbyć satysfakcjonujący stosunek seksualny. Działanie tej substancji utrzymuje się powyżej 6 godzin (przy czym po 6 godzinach aż do 17 godzin mówimy o okresie tzw. „półtrwania”, kiedy w przypadku ponawianych stymulacji seksualnych – np. w godzinach porannych – może dochodzić do prawidłowych wzwodów), co pozwala na podejmowane spontanicznej aktywności seksualnej. Lek uważa się za bezpieczny także dla pacjentów starszych, z cukrzycą czy chorobami sercowo-naczyniowymi, gdyż nie wpływa on na enzymy inne niż PDE5 i nie powoduje znaczących skutków ubocznych – stwierdza mgr farmacji Katarzyna Jaworska.

Ważny całokształt
Wśród pacjentów propaguje się również zdrowy tryb życia, który bezpośrednio wpływa na naszą sprawność seksualną. – Lekarz nie jest specjalistą od wąskiej dziedziny, ale widzi człowieka w całokształcie jego funkcjonowania. Sfera intymna w pierwszej kolejności sygnalizuje nam zachwianie homeostazy w organizmie – zaznacza seksuolog. Dlatego nie zdziwmy się, gdy w gabinecie seksuologicznym usłyszymy porady na temat niezbędnej ilości snu i ruchu, właściwego odżywiania się czy konieczności ograniczenia stresu. Czasem, gdy dysfunkcje intymne biorą swój początek w zmianach natury organicznej, wdraża się też leczenie choroby podstawowej (cukrzycy, nadciśnienia, infekcji narządów intymnych czy układu moczowego), przeprowadza konieczne zabiegi ginekologiczne lub urologiczne. Reszta zależy już tylko od pozytywnego nastawienia i odpowiedniej oprawy aktu intymnego. – Dbajmy o to, aby zdarzenie seksualne było przygotowane przez odpowiednią atmosferę, by mieć poczucie, że seks to radość, przyjemność i nagroda za trudy dnia – konkluduje dr n. med. Stanisław Dulko.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *